piątek, 7 listopada 2014

Z całego serca dziękuję Wam za 1% podatku!

Kilka dni temu w Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym "Słoneczko",  której jestem podopieczną, zakończyło się księgowanie 1% podatku za 2013 rok.  Dzięki temu, że o mnie pamiętacie 1% wpłynął także na moje subkonto.

Jako że nie mam możliwości, by każdemu z Was podziękować osobiście, czynię to za pośrednictwem tego bloga i przedstawiam poniżej listę US, z których na moje subkonto fundacyjne wpłynął 1%:

Urząd Skarbowy Warszawa-Bielany
Urząd Skarbowy w Człuchowie
Drugi Urząd Skarbowy w Gdańsku
Drugi Urząd Skarbowy w Gliwicach
Urząd Skarbowy w Chełmie
Urząd Skarbowy w Przemyślu
Urząd Skarbowy w Sosnowcu
Urząd Skarbowy w Chojnicach
Urząd Skarbowy w Kętrzynie
Pierwszy Urząd Skarbowy w Lublinie
Urząd Skarbowy w Starachowicach
Trzeci Urząd Skarbowy w Lublinie
Urząd Skarbowy w Bytowie
Drugi Urząd Skarbowy w Tarnowie
Urząd Skarbowy w Łęcznej
Drugi Urząd Skarbowy w Katowicach

W zależności od US na moje subkonto wpłynęły pojedyncze bądź mnogie wpłaty - po kilka, kilkanaście, za każdą z nich jestem Wam ogromnie wdzięczna.

W ciągu kilku ostatnich miesięcy mój blog zmienił formę i piszę już prawie tylko i wyłącznie o książkach. Nie znaczy to jednak, że nie potrzebuję już leczenia ani rehabilitacji. Wręcz przeciwnie, ponieważ cały czas szukam nowych rozwiązań, podejmuję też trudne decyzje, które prowadzą mnie do nowych dróg.

Dzięki Waszemu wsparciu będę mogła przez kilka najbliższych miesięcy zapewnić sobie rehabilitację, gdyż cały czas uparcie walczę o samodzielność, o to bym mogła wreszcie sama zacząć chodzić. Kosztuje mnie naprawdę wiele wysiłku i samozaparcia, jednak cały czas walczę, bo wciąż mam NADZIEJĘ...

Będę mogła też pomyśleć o innych kosztach związanych z moimi potrzebami - na przykład o nowych okularach, bo wzrok mi się ostatnio mocno pogorszył przez pogłębiającą się wadę, choć już nie powinno to mieć miejsca. W prawym oku mam teraz -11,75 dioptrii, a w prawym -10. To bardzo dużo, muszę więc jeszcze bardziej dbać o oczy i regularnie odwiedzać okulistę

Jeszcze raz z całego serca Wszystkim Wam dziękuję. Niech dobro przez Was uczynione, powróci do Was pomnożone wiele razy. Dzięki Waszej dobroci Wiem, że nie jestem sama.

Bardzo Was także proszę, nie zapominajcie o mnie również w przyszłym roku. Ja cały czas potrzebuję Waszego wsparcia...

piątek, 31 października 2014

Katarzyna Michalak - "Kawiarenka pod Różą"


Jak to jest stracić pamięć? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, lecz myślę, że czasami utrata pamięci jest zbawienna, zwłaszcza kiedy człowiek chciałby usunąć ze świadomości bardzo bolesne wspomnienia. Co jednak dzieje się wówczas, gdy nic o sobie nie wiemy, a nasza przeszłość zostaje pokryta zasłoną niepamięci?

W takiej właśnie sytuacji znalazła się czarnowłosa i czarnooka dziewczyna, która pewnego dnia zawitała do uroczego miasteczka Zabajka, położonego w pobliżu Chojnic. Nie wiedziała o sobie nic, poza tym, że nosi piękne imię Amelia, choć i to tak naprawdę nie było do końca pewne. 

Jedyne czego była całkowicie pewna to to, że od pierwszej chwili pokochała tę starą kamieniczkę przy ulicy Rynek 3, i że to w jej tchnących dobrą atmosferą wnętrzach odnajdzie wreszcie ukojenie, spędzając czas na przygotowywaniu przepysznych deserów i rozpieszczaniu podniebień Zabajczan. 

Amelia to główna bohaterka "Kawiarenki pod Różą", książki Katarzyny Michalak, która pod koniec września ukazała się nakładem wydawnictwa Filia. Dwudziestokilkulatka bez przeszłości, a więc i przyszłości, rozmiłowana w słodkościach, w Zabajce rozpoczyna nowe życie, żywiąc w sercu cichą nadzieję, że w przyjaznym otoczeniu jej pamięć powróci. Czy tak się na pewno stanie? Czy mieszkańcy cichego uroczego miasteczka zaakceptują czarnooką Amelię, której kolejne imiona powinny brzmieć "rewolucja" oraz "spełnianie marzeń"? Tego już Wam nie zdradzę.

Zdradzę Wam jednak, że "Kawiarenka pod Różą" to książka przygotowana podobnie do "Przepisu na szczęście", gdyż i w "Przepisie..." i w "Kawiarence..." opowiadania o losach bohaterów przeplecione zostały mnóstwem ciekawych przepisów. "Kawiarenka pod Różą" w całości poświęcona została receptom na łakocie, a to coś w sam raz dla wielbicieli ciast, ciasteczek, tortów i małych form cukierniczych. Mnie zainteresowały zwłaszcza te ostatnie i mam nadzieję, że już wkrótce uda mi się namówić Mamę na wspólne przygotowanie ręcznie robionych czekoladek z malinami oraz pralinek rafaello.

Muszę Wam powiedzieć, że czuję wielki niedosyt, jeśli chodzi o opowiadania związane z losami Amelii. :) To bardzo tajemnicza dziewczyna i mam nadzieję, że za jakiś czas moja ciekawość co do jej zagadkowej przeszłości zostanie rozwiana. 

Tymczasem polecam Wam lekturę tej ciekawej książki. Jest odpowiednia na na jesień, kiedy wieczory zaczynają się robić coraz dłuższe, a my chcemy spędzić chwilę czasu na czytaniu interesującej opowieści, a potem, myśląc o tajemniczej bohaterce, przygotować jakiś słodki deser zaproponowany przez właścicielkę "Kawiarenki pod Różą" i Katarzynę Michalak.

sobota, 25 października 2014

Urszula Jaksik - "Dom nad brzegiem oceanu"


Magda i Konrad Kostrzewscy są małżeństwem od ponad dziesięciu lat, poznali się jeszcze na studiach. W ich rodzinie, którą tworzą wraz z dwójką dzieci, panuje tradycyjny podział ról. Konrad pracuje na utrzymanie rodziny, a Magda bez wyrzutów sumienia, może poświęcić się córce i synkowi. 

Dziesięcioletnia Sara, chora na nieuleczalną, postępującą chorobę, szczególnie potrzebuje opieki matki. Magda jak anioł stróż czuwa nad nią każdego dnia i nocy. Sześcioletniego Piotrusia Magda również bardzo kocha, jednak jest to zupełnie inny odcień miłości matczynej, niż ten, który kobieta żywi w stosunku do córki. Zajęcie się synem odkłada na później, kiedy Sary już przy niej nie będzie.

O mężu Magda nie myśli w ogóle, jego rola od dawna sprowadza się tylko do przelewania znaczących sum na konto bankowe. W małżeństwie Kostrzewskich nie ma śladu po łączącej ich dawnej miłości. Jednak los zawsze żąda od ludzi zapłaty za błędy, które popełnili. Tak samo jest z Konradem. Okazuje się bowiem, że i on jest bardzo ciężko chory, a bój o życie, który przyjdzie mu stoczyć, będzie bardzo trudny. 

Pod wpływem choroby Konrad zaczyna rozliczać się z życiem. Chce choć trochę naprawić krzywdy, które pod pozorem troski o byt rodziny, wyrządził najbliższym. Pretekstem do zbliżenia się do żony i syna staje się dla mężczyzny organizacja wyprawy na Islandię. Magda pragnie odwiedzić ten egzotyczny kraj pod wpływem dziwnych snów, które stają się udziałem i jej, i Piotrusia.

Czy te sny będą dla trzydziestoczteroletniej kobiety i sześcioletniego chłopca początkiem czegoś nowego? Tego już Wam nie zdradzę, byście nie stracili przyjemności z lektury. Z ogromną przyjemnością napiszę za to, że "Dom nad oceanem" to według mnie piękna i wzruszająca opowieść, choć momentami nierzeczywista. Ile bowiem matek, może, tak jak Magda, żyć w oderwaniu od rzeczywistości, bez reszty poświęcając się opiece nad niepełnosprawną córką, bez zmartwień o to, jak zapewnić rodzinie pieniądze, które w dzisiejszych czasach są środkiem niezbędnym do przeżycia? Chyba tak naprawdę niewiele.

Mimo tej "nierzeczywistości" "Dom nad brzegiem oceanu" jest też dla mnie książką do bólu prawdziwą. Pokazuje, że bardzo często to kobieta bierze na swoje barki tę trudniejszą część życia, związaną z opieką nad ciężko chorym dzieckiem. Rola ojca ogranicza się wówczas do zarabiania pieniędzy na utrzymanie rodziny, a praca staje się dla niego ucieczką przed problemami. (W ramach dygresji powiem jednak, że coraz częściej dowiaduję się o ojcach, którzy wspaniale wywiązują się ze swojej trudnej roli, która przypadła im w udziale - roli ojca niepełnosprawnego dziecka).

Książka Urszuli Jaksik pełna jest głębi i refleksyjności, a to wrażenie umacniają egzotyczne krajobrazy Islandii, gdzie nadal istnieje nieujarzmiona, dzika natura, wobec której człowiek jest tylko maleńką, nic nieznaczącą figurką. Autorka umiejętnie kreśli portrety psychologiczne bohaterów, zmuszając jednocześnie do zastanowienia się nad tym, co tak naprawdę stanowi w życiu prawdziwą wartość.

Jedyne, co mnie w "Domu nad brzegiem oceanu" trochę zawiodło, to otwarte zakończenie, które pozostawia wiele niejasnych wątków i niewyjaśnionych spraw. Satysfakcjonowałoby mnie choć kilka dodatkowych stron epilogu, na których Autorka rozwiałaby wszystkie wątpliwości co do losów bohaterów.

Mimo to z całego serca polecam Wam zapoznanie się z tą powieścią. Myślę, że się nie zawiedziecie, podobnie jak ja.

niedziela, 12 października 2014

Agnieszka Krawczyk - "Magiczne miejsce"


Witold Mossakowski, trzydziestopięcioletni prawnik, zatrudniony w Ministerstwie Spraw pewnego dnia pod wpływem impulsu kupuje podupadający dwór w Idzie. 

Ida to malutka wieś gdzieś na końcu świata, gdzie diabeł mówi dobranoc mieszkańcom. Czas płynie tam zupełnie innym torem, niż w rozpędzonej Warszawie. Witold początkowo nie może się do tego przyzwyczaić, ale już wkrótce nie może wyobrazić sobie życia gdzieś indziej. Remont pałacu pochłania go bez reszty, a ludzie zamieszkujący Idę bez trudu zdobywają jego sympatię.

Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się czytać książek, które mają więcej niż jedną część, w niewłaściwej kolejności, a przy lekturze "Magicznego miejsca" właśnie taka sytuacja miała miejsce. Jest to bowiem pierwsza część trylogii o miejscowości Ida, jej drugi tom - "Dolinę mgieł i róż" - czytałam całkiem niedawno.

Choć przy lekturze "Magicznego miejsca" dość przyjemnie spędziłam czas, to nie sprawiła mi ona aż tyle radości, co czytanie kontynuacji losów Witolda Mossakowskiego oraz pozostałych mieszkańców tej niezwykłej miejscowości. W "Dolinie mgieł i róż" odczuwa się bowiem dojrzałość, jaką osiągnęła Autorka podczas pisania tej powieści.

Myślę, że "Magiczne miejsce" oraz "Dolinę mgieł i róż" można czytać oddzielnie, jednak by mieć lepszą orientację w historii stworzonej przez Agnieszkę Krawczyk lepiej jest przeczytać je obie, jedną po drugiej.

środa, 24 września 2014

Wojciech Cejrowski - "Wyspa na prerii"



Był kiedyś taki serial "Domek na prerii". Uwielbiałam go, podobnie jak książki, na podstawie których został nakręcony. Niektóre ich fragmenty zostały w mej pamięci do dziś.

Jako dziecko byłam zafascynowana odmiennością prerii tak bardzo, że przez moment nawet marzyłam o tym, by na niej zamieszkać. Jednak tak naprawdę niewielu ludzi może powiedzieć, że miało możliwość poznania prerii autentycznej, dzikiej i nieokiełznanej.

Jedną z takich osób jest Wojciech Cejrowski, antropolog, podróżnik oraz badacz plemion pierwotnych. Za sprawą niezwykłego niezwykłego zrządzenia losu stał się on posiadaczem małego, białego domku na prerii.

W "Wyspie na prerii" Cejrowski, odpoczywając na swym nieśmiertelnym niebieskim krześle, które uparcie toczy kornik, snuje opowieść niespieszną, osnutą kurzem, piachem i rdzą. Historię przepełnioną zachwytem nad niezwyczajną codziennością, jaka może przydarzyć się tylko człowiekowi, który bez zastrzeżeń akceptuje nieprzewidywalność tej dzikiej, a przez to fascynującej krainy.

Ze swadą i właściwym sobie poczuciem humoru, niestroniącym od ironii, złośliwości i cynizmu, Wojciech Cejrowski przybliża Czytelnikom życie, jakie przez ponad rok wiódł na swojej "wyspie". Jego istotną częścią byli ludzie, którym trudna preriowa egzystencja zahartowała i oszlifowała charaktery. Pozornie  zamknięci w sobie i niedostępni, z czasem dawali się obłaskawić. Zupełnie jak preria.

Wojciech Cejrowski przypomina mi jednego z pradawnych bajarzy, którzy siedząc przy oświetlających ich twarze ogniskach, w otoczeniu ludzkiej ciżby, przekazywali jej Opowieści, płynące potem z ust do ust i trwające aż do dziś, aż do naszych czasów.

Chyba nikt inny nie opowiada tak, jak WC, który ze słów tworzy najczystszą magię. Podróż w rejony Dzikiego Zachodu, który wciąż pozostał odrobinę dziki, pomimo cywilizacji, która dotarła i tam, odbyta w towarzystwie tego interesującego człowieka będzie dla Was niezapomnianym przeżyciem. Takim właśnie była dla mnie.

wtorek, 16 września 2014

Agnieszka Krawczyk - "Dolina mgieł i róż"


Sabina Południewska cierpi na kryzys twórczy. Czuje się wypalona, wydaje się jej, że słowa przestały jej słuchać i nie napisze już żadnej książki. Nie wie, jak mogłaby ten stan przezwyciężyć, dlatego też przystaje na propozycję swego wydawcy i wyjeżdża na prowincję.

W pensjonacie "Pod Graalem i Różą" Sabina ma nadzieję odnaleźć to, co, jak się jej wydaje, utraciła na zawsze - swój talent, dzięki któremu każda kolejna powieść wychodząca spod jej pióra okazywała się bestsellerem. 

Już od pierwszej chwili przybycia do Idy i zamieszkania w pensjonacie, wyniosłą pisarkę zaczynają otaczać ciepło i serdeczność, uczucia, z którymi dawno się nie spotkała. Pod ich wpływem Sabina zaczyna się zmieniać i odkrywać swą prawdziwą naturę, którą do tej pory ukrywała pod maską pisarskiego alter ego. 

Mgły otaczające hotel oraz jego okolice sprawiały, że Sabina miała wrażenie, jakby znalazła się w jakimś baśniowym miejscu. Jednak czy zachwyt nowym otoczeniem wystarczy, by w dniu, w którym przyjdzie jej dokonać wyboru, podjęła właściwą decyzję?

"Dolina mgieł i róż" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Agnieszki Krawczyk, ale z pewnością nie ostatnie, gdyż jestem wprost oczarowana tą powieścią. 

Na pozytywny odbiór książki wpływ ma z pewnością galeria interesujących postaci przewijająca się przez jej karty. Spotkamy tu między innymi Milagros Mossakowską, właścicielkę, a zarazem dobrą duszę pensjonatu "Pod Graalem i Różą", jej nieco szaloną i ekscentryczną szwagierkę Carmen, "świerszczowatego" profesora Niewiarę, wprost zakochanego w swej pracy naukowej, a także Marka Rokosza - powieściowy czarny charakter.  Polubiłam wszystkich bohaterów bez wyjątku, ze wszystkimi ich zaletami i słabostkami. 

Być może są oni nieco nierzeczywiści, bajkowi, tak jak bajkowy jest świat opisywany przez autorkę, przesycony zapachem róż, ale czy tak właśnie czasami nie musi być? Każdy z nas przecież potrzebuje od czasu do czasu porcji wiary w szczęśliwe zakończenie, nawet jeśli wiary tej dostarczyć ma nam "tylko" lektura powieści dla kobiet.

"Dolina mgieł i róż" to książka idealna na długie jesienne wieczory, spędzane przy kominku z kubkiem aromatycznej herbaty w dłoni. Jej akcja toczy się leniwie, pozwalając się zatrzymać w biegu codzienności i dostrzec piękno kryjące się w melodii słów. 

Niech Was podczas lektury nie zrazi nazywanie przez Autorkę powieści, a zatem niemal przez wszystkich jej bohaterów, miejscowego, szanowanego przecież doktora "Krzysiem". To tylko jeden mankament.

Serdecznie polecam.

niedziela, 14 września 2014

Moja pierwsza współpraca

Jakiś czas temu nawiązałam swoją pierwszą współpracę. Nawiązałam ją z serwisem audioexpress.pl, wydawcą aplikacji "Audioblog". Aplikacja ta przeznaczona jest dla urządzeń mobilnych, takich jak smartphony i tablety. Można ją pobrać bezpłatnie w sklepie Google Play, a jej zainstalowanie jest naprawdę bardzo proste i nie zajmuje wiele czasu.

"Audioblog" daje możliwość użytkownikom urządzeń mobilnych odsłuchania interesujących wpisów z różnych blogów. Jest to ciekawe rozwiązanie, zwłaszcza w sytuacji, gdy czytanie blogów jest z jakichś względów utrudnione, a człowiek chce się czymś zająć - wtedy może ich posłuchać. Jeśli ktoś jest zwolennikiem tradycyjnych rozwiązań, to korzystając z aplikacji "Audioblog" po naciśnięciu jednego guzika, znajdującego się pod podcastem dźwiękowym (mp3), może przejść do bloga pisanego, by poczytać sobie więcej notek. Jedna z moich recenzji, zamieszczonych na blogu, jest już w serwisie.

Zachęcam Was do ściągnięcia aplikacji i posłuchania blogowych wpisów (niekoniecznie mojego ;-)). To naprawdę przyjemne doświadczenie, zwłaszcza że, według mnie, czytają je lektorzy o przyjemnych dla ucha głosach