piątek, 5 grudnia 2014

Trzecia rocznica założenia bloga


Piątego grudnia 2011 roku napisałam pierwszy post nas swoim blogu, a więc dziś od tego minęło już 3 lata. Pewnie nie będę oryginalna, napiszę jednak, że nawet nie wiem kiedy to minęło.

Minęły już 3 lata od napisania posta, w którym prosiłam o pomoc, a ja wciąż walczę o samodzielność i nie zamierzam się poddać. Wciąż szukam nowych dróg i nowych rozwiązań w dążeniu do samodzielności, choć nie piszę o tym. Nie zamierzam też zakończyć pisania bloga, choć na pewno zauważyliście, że piszę obecnie trochę mniej niż kiedyś.

Trzy lata. Były dla mnie momentami trudne, jednak ja chcę pamiętać tylko o tych dobrych, radosnych chwilach. :) W czasie tych trzech lat, za pośrednictwem bloga, poznałam naprawdę wartościowych ludzi. Z niektórymi z nich utrzymuję kontakt do dziś, co bardzo mnie cieszy. :)

Trzy lata, w czasie których przeczytałam wiele pięknych książek. W ciągu tych trzech lat miałam też okazję spotkać się z moimi ulubionymi pisarkami: Panią Katarzyną Michalak, Magdaleną Kordel oraz Panią Moniką Oleksa.

Trzy lata, tak dużo i tak niewiele zarazem. Dziękuję Wam wszystkim za ten wspólny czas i mam nadzieję, że nadal ze mną będziecie.

czwartek, 20 listopada 2014

Krystyna Mirek - "Podarunek"


Święta Bożego Narodzenia to czas magiczny. Skrząca się kolorowymi bombkami i mnóstwem lampek choinka, leżące pod nią prezenty, stół zastawiony dwunastoma potrawami, przy którym prowadzimy długie rozmowy z bliskimi, wreszcie dźwięk kościelnych dzwonów, wzywających na pasterkę. Właśnie tak święta wyglądają u większości ludzi. A może to tylko pozory?

Marta, która od kilkunastu już lat jest żoną Krzysztofa i mamą dwójki dzieci chciałaby przeżyć Boże Narodzenie przepełnione radością, miłością oraz zrozumieniem. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że nie będzie to możliwe. Winą  za to obarcza bez wyrzutów sumienia Eleonorę, swoją teściową, matkę, gospodynię oraz kobietę idealną.

Eleonora ma piękny, prawie stuletni dom, w którym przez lata oddawała się roli żony, matki i gospodyni domowej. Dziś stoi pusty, a w jego ścianach, zamiast dziecięcego śmiechu, uparcie dźwięczy samotność. Wszystko przez Martę, nielubianą synową, która choć dała jej dwoje wnuków, to jednocześnie kilkanaście lat temu odebrała Eleonorze ukochanego syna Krzysztofa. Goszczenie Marty w starej krakowskiej willi burzy w świadomości Eleonory dawno ułożoną wizję tradycyjnych, a więc jednym słowem idealnych świąt...

Idealne święta. Jak często w dzisiejszych czasach zapominamy, co tak naprawdę stanowi istotę Bożego Narodzenia. Nie choinka, prezenty czy suto zastawiony stół, lecz przebywanie z tymi, których kochamy i pielęgnowanie uczuć, o których w biegu dnia codziennego, goniąc za tysiącem spraw, często zapominamy. Jak często wyszukane potrawy i kolorowe ozdoby przysłaniają ludziom to, co jest w nich najważniejsze.

O prawdziwym sensie tych najpiękniejszych dni w roku usiłuje przypomnieć Czytelnikom Krystyna Mirek, Autorka "Podarunku". To moje pierwsze, a właściwie drugie spotkanie z jej twórczością. Z pierwszą książką Krystyny Mirek pod tytułem "Grom z jasnego nieba" było mi jakoś nie po drodze, natomiast "Podarunkiem" jestem wprost zauroczona, choć moim zdaniem jest to opowieść przede wszystkim o komplikowaniu sobie życia na własne życzenie.

Jej głównymi bohaterkami są, jak już wspomniałam, Marta i Eleonora, synowa i teściowa, kobiety, które mimo tego, że kochają jednego mężczyznę, Krzysztofa, to od kilkunastu już lat nie są w stanie nawiązać pozytywnych relacji. Drugoplanową bohaterką "Podarunku" jest Kaja, koleżanka z pracy Marty, przedstawicielka "pokolenia instant", która pragnie wygodnie żyć i bawić się, a środkiem do tego celu są dla niej pieniądze uzyskane z licznych kredytów zaciągniętych w banku.

Czy Marta i Eleonora odnajdą w sobie siły, by wybaczyć sobie doznane krzywdy? Czy Kaja zrozumie, co tak naprawdę jest w życiu ważne? Czy Boże Narodzenie stanie się dla tych trzech kobiet okazją, którą wykorzystają do "narodzenia się" na nowo?

Odpowiedzi na te pytania uzyskacie zapoznając się z najnowszą książką Krystyny Mirek, a zapewniam, że dla mnie było to prawdziwą przyjemnością. To książka idealna do czytania nie tylko w okresie przedświątecznym, lecz zawsze wtedy, gdy pragnie się przeżyć kilka chwil pełnych wzruszeń. Warto więc podarować sobie ten czas z "Podarunkiem".

Serdecznie polecam! :-)

wtorek, 11 listopada 2014

Katarzyna Michalak - "Przystań Julii"


Kamila Nowodworska i Małgorzata Bielska dochodzą do siebie po śmierci Jakuba Kilińskiego. Obie muszą żyć dalej, choć to wcale niełatwe, bo świat się przecież nie zatrzymał. Nie są już jednak tymi kobietami, którymi były wcześniej. Odejście ukochanego ojca i narzeczonego zmieniło w nich wszystko, zachwiało złudnym poczuciem bezpieczeństwa Kamili i Gosi.

Świat Julii Stern również zachwiał się w posadach i to do tego stopnia, że kobieta uciekła na bieszczadzki kraniec świata, by zamieszkać w Chatce Dorotki, którą otrzymała w spadku po swej nieżyjącej cioci. W podróży do nowego życia towarzyszy jej tylko biała kotka Beza, nikt więcej.

"Przystań Julii" to książka wieńcząca trylogię kwiatową Katarzyny Michalak. Akcja powieści prowadzona jest dwutorowo. Z jednej strony Autorka przybliża losy Łukasza i Kamili oraz, po trosze, Gosi Bielskiej, z drugiej - opowiada historię Julii Stern. Szczególnie interesujący wydał mi się wątek dotyczący Julii, dzięki któremu Czytelnicy mają okazję poznać osobowość tej niezwykłej kobiety.

Jak potoczą się losy trzech przyjaciółek z ulicy Leśnych Dzwonków? Czy Kamila, Gosia i Julia odnajdą się w nowej rzeczywistości? Czy będą umiały rozpocząć nowe życie, z ufnością spoglądając w przyszłość? Czy przeszłość przestanie boleć? Dlaczego Jakub Kiliński zginął?

Odpowiedzi na te wszystkie pytania uzyskacie po przeczytaniu "Przystani Julii". Lekturze ostatniej części serii kwiatowej jak zwykle towarzyszyć będzie opis różnego rodzaju kwiatów, którym Autorka rozpoczyna każdy rozdział opowieści. Warto tymi opisami przywołać lato i piękne, słoneczne dni, szczególnie kiedy za oknem szybko zapada zmierzch, by przerodzić się w długi listopadowy wieczór.

piątek, 7 listopada 2014

Z całego serca dziękuję Wam za 1% podatku!

Kilka dni temu w Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym "Słoneczko",  której jestem podopieczną, zakończyło się księgowanie 1% podatku za 2013 rok.  Dzięki temu, że o mnie pamiętacie 1% wpłynął także na moje subkonto.

Jako że nie mam możliwości, by każdemu z Was podziękować osobiście, czynię to za pośrednictwem tego bloga i przedstawiam poniżej listę US, z których na moje subkonto fundacyjne wpłynął 1%:

Urząd Skarbowy Warszawa-Bielany
Urząd Skarbowy w Człuchowie
Drugi Urząd Skarbowy w Gdańsku
Drugi Urząd Skarbowy w Gliwicach
Urząd Skarbowy w Chełmie
Urząd Skarbowy w Przemyślu
Urząd Skarbowy w Sosnowcu
Urząd Skarbowy w Chojnicach
Urząd Skarbowy w Kętrzynie
Pierwszy Urząd Skarbowy w Lublinie
Urząd Skarbowy w Starachowicach
Trzeci Urząd Skarbowy w Lublinie
Urząd Skarbowy w Bytowie
Drugi Urząd Skarbowy w Tarnowie
Urząd Skarbowy w Łęcznej
Drugi Urząd Skarbowy w Katowicach

W zależności od US na moje subkonto wpłynęły pojedyncze bądź mnogie wpłaty - po kilka, kilkanaście, za każdą z nich jestem Wam ogromnie wdzięczna.

W ciągu kilku ostatnich miesięcy mój blog zmienił formę i piszę już prawie tylko i wyłącznie o książkach. Nie znaczy to jednak, że nie potrzebuję już leczenia ani rehabilitacji. Wręcz przeciwnie, ponieważ cały czas szukam nowych rozwiązań, podejmuję też trudne decyzje, które prowadzą mnie do nowych dróg.

Dzięki Waszemu wsparciu będę mogła przez kilka najbliższych miesięcy zapewnić sobie rehabilitację, gdyż cały czas uparcie walczę o samodzielność, o to bym mogła wreszcie sama zacząć chodzić. Kosztuje mnie naprawdę wiele wysiłku i samozaparcia, jednak cały czas walczę, bo wciąż mam NADZIEJĘ...

Będę mogła też pomyśleć o innych kosztach związanych z moimi potrzebami - na przykład o nowych okularach, bo wzrok mi się ostatnio mocno pogorszył przez pogłębiającą się wadę, choć już nie powinno to mieć miejsca. W prawym oku mam teraz -11,75 dioptrii, a w prawym -10. To bardzo dużo, muszę więc jeszcze bardziej dbać o oczy i regularnie odwiedzać okulistę

Jeszcze raz z całego serca Wszystkim Wam dziękuję. Niech dobro przez Was uczynione, powróci do Was pomnożone wiele razy. Dzięki Waszej dobroci Wiem, że nie jestem sama.

Bardzo Was także proszę, nie zapominajcie o mnie również w przyszłym roku. Ja cały czas potrzebuję Waszego wsparcia...

piątek, 31 października 2014

Katarzyna Michalak - "Kawiarenka pod Różą"


Jak to jest stracić pamięć? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, lecz myślę, że czasami utrata pamięci jest zbawienna, zwłaszcza kiedy człowiek chciałby usunąć ze świadomości bardzo bolesne wspomnienia. Co jednak dzieje się wówczas, gdy nic o sobie nie wiemy, a nasza przeszłość zostaje pokryta zasłoną niepamięci?

W takiej właśnie sytuacji znalazła się czarnowłosa i czarnooka dziewczyna, która pewnego dnia zawitała do uroczego miasteczka Zabajka, położonego w pobliżu Chojnic. Nie wiedziała o sobie nic, poza tym, że nosi piękne imię Amelia, choć i to tak naprawdę nie było do końca pewne. 

Jedyne czego była całkowicie pewna to to, że od pierwszej chwili pokochała tę starą kamieniczkę przy ulicy Rynek 3, i że to w jej tchnących dobrą atmosferą wnętrzach odnajdzie wreszcie ukojenie, spędzając czas na przygotowywaniu przepysznych deserów i rozpieszczaniu podniebień Zabajczan. 

Amelia to główna bohaterka "Kawiarenki pod Różą", książki Katarzyny Michalak, która pod koniec września ukazała się nakładem wydawnictwa Filia. Dwudziestokilkulatka bez przeszłości, a więc i przyszłości, rozmiłowana w słodkościach, w Zabajce rozpoczyna nowe życie, żywiąc w sercu cichą nadzieję, że w przyjaznym otoczeniu jej pamięć powróci. Czy tak się na pewno stanie? Czy mieszkańcy cichego uroczego miasteczka zaakceptują czarnooką Amelię, której kolejne imiona powinny brzmieć "rewolucja" oraz "spełnianie marzeń"? Tego już Wam nie zdradzę.

Zdradzę Wam jednak, że "Kawiarenka pod Różą" to książka przygotowana podobnie do "Przepisu na szczęście", gdyż i w "Przepisie..." i w "Kawiarence..." opowiadania o losach bohaterów przeplecione zostały mnóstwem ciekawych przepisów. "Kawiarenka pod Różą" w całości poświęcona została receptom na łakocie, a to coś w sam raz dla wielbicieli ciast, ciasteczek, tortów i małych form cukierniczych. Mnie zainteresowały zwłaszcza te ostatnie i mam nadzieję, że już wkrótce uda mi się namówić Mamę na wspólne przygotowanie ręcznie robionych czekoladek z malinami oraz pralinek rafaello.

Muszę Wam powiedzieć, że czuję wielki niedosyt, jeśli chodzi o opowiadania związane z losami Amelii. :) To bardzo tajemnicza dziewczyna i mam nadzieję, że za jakiś czas moja ciekawość co do jej zagadkowej przeszłości zostanie rozwiana. 

Tymczasem polecam Wam lekturę tej ciekawej książki. Jest odpowiednia na na jesień, kiedy wieczory zaczynają się robić coraz dłuższe, a my chcemy spędzić chwilę czasu na czytaniu interesującej opowieści, a potem, myśląc o tajemniczej bohaterce, przygotować jakiś słodki deser zaproponowany przez właścicielkę "Kawiarenki pod Różą" i Katarzynę Michalak.

sobota, 25 października 2014

Urszula Jaksik - "Dom nad brzegiem oceanu"


Magda i Konrad Kostrzewscy są małżeństwem od ponad dziesięciu lat, poznali się jeszcze na studiach. W ich rodzinie, którą tworzą wraz z dwójką dzieci, panuje tradycyjny podział ról. Konrad pracuje na utrzymanie rodziny, a Magda bez wyrzutów sumienia, może poświęcić się córce i synkowi. 

Dziesięcioletnia Sara, chora na nieuleczalną, postępującą chorobę, szczególnie potrzebuje opieki matki. Magda jak anioł stróż czuwa nad nią każdego dnia i nocy. Sześcioletniego Piotrusia Magda również bardzo kocha, jednak jest to zupełnie inny odcień miłości matczynej, niż ten, który kobieta żywi w stosunku do córki. Zajęcie się synem odkłada na później, kiedy Sary już przy niej nie będzie.

O mężu Magda nie myśli w ogóle, jego rola od dawna sprowadza się tylko do przelewania znaczących sum na konto bankowe. W małżeństwie Kostrzewskich nie ma śladu po łączącej ich dawnej miłości. Jednak los zawsze żąda od ludzi zapłaty za błędy, które popełnili. Tak samo jest z Konradem. Okazuje się bowiem, że i on jest bardzo ciężko chory, a bój o życie, który przyjdzie mu stoczyć, będzie bardzo trudny. 

Pod wpływem choroby Konrad zaczyna rozliczać się z życiem. Chce choć trochę naprawić krzywdy, które pod pozorem troski o byt rodziny, wyrządził najbliższym. Pretekstem do zbliżenia się do żony i syna staje się dla mężczyzny organizacja wyprawy na Islandię. Magda pragnie odwiedzić ten egzotyczny kraj pod wpływem dziwnych snów, które stają się udziałem i jej, i Piotrusia.

Czy te sny będą dla trzydziestoczteroletniej kobiety i sześcioletniego chłopca początkiem czegoś nowego? Tego już Wam nie zdradzę, byście nie stracili przyjemności z lektury. Z ogromną przyjemnością napiszę za to, że "Dom nad oceanem" to według mnie piękna i wzruszająca opowieść, choć momentami nierzeczywista. Ile bowiem matek, może, tak jak Magda, żyć w oderwaniu od rzeczywistości, bez reszty poświęcając się opiece nad niepełnosprawną córką, bez zmartwień o to, jak zapewnić rodzinie pieniądze, które w dzisiejszych czasach są środkiem niezbędnym do przeżycia? Chyba tak naprawdę niewiele.

Mimo tej "nierzeczywistości" "Dom nad brzegiem oceanu" jest też dla mnie książką do bólu prawdziwą. Pokazuje, że bardzo często to kobieta bierze na swoje barki tę trudniejszą część życia, związaną z opieką nad ciężko chorym dzieckiem. Rola ojca ogranicza się wówczas do zarabiania pieniędzy na utrzymanie rodziny, a praca staje się dla niego ucieczką przed problemami. (W ramach dygresji powiem jednak, że coraz częściej dowiaduję się o ojcach, którzy wspaniale wywiązują się ze swojej trudnej roli, która przypadła im w udziale - roli ojca niepełnosprawnego dziecka).

Książka Urszuli Jaksik pełna jest głębi i refleksyjności, a to wrażenie umacniają egzotyczne krajobrazy Islandii, gdzie nadal istnieje nieujarzmiona, dzika natura, wobec której człowiek jest tylko maleńką, nic nieznaczącą figurką. Autorka umiejętnie kreśli portrety psychologiczne bohaterów, zmuszając jednocześnie do zastanowienia się nad tym, co tak naprawdę stanowi w życiu prawdziwą wartość.

Jedyne, co mnie w "Domu nad brzegiem oceanu" trochę zawiodło, to otwarte zakończenie, które pozostawia wiele niejasnych wątków i niewyjaśnionych spraw. Satysfakcjonowałoby mnie choć kilka dodatkowych stron epilogu, na których Autorka rozwiałaby wszystkie wątpliwości co do losów bohaterów.

Mimo to z całego serca polecam Wam zapoznanie się z tą powieścią. Myślę, że się nie zawiedziecie, podobnie jak ja.

niedziela, 12 października 2014

Agnieszka Krawczyk - "Magiczne miejsce"


Witold Mossakowski, trzydziestopięcioletni prawnik, zatrudniony w Ministerstwie Spraw pewnego dnia pod wpływem impulsu kupuje podupadający dwór w Idzie. 

Ida to malutka wieś gdzieś na końcu świata, gdzie diabeł mówi dobranoc mieszkańcom. Czas płynie tam zupełnie innym torem, niż w rozpędzonej Warszawie. Witold początkowo nie może się do tego przyzwyczaić, ale już wkrótce nie może wyobrazić sobie życia gdzieś indziej. Remont pałacu pochłania go bez reszty, a ludzie zamieszkujący Idę bez trudu zdobywają jego sympatię.

Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się czytać książek, które mają więcej niż jedną część, w niewłaściwej kolejności, a przy lekturze "Magicznego miejsca" właśnie taka sytuacja miała miejsce. Jest to bowiem pierwsza część trylogii o miejscowości Ida, jej drugi tom - "Dolinę mgieł i róż" - czytałam całkiem niedawno.

Choć przy lekturze "Magicznego miejsca" dość przyjemnie spędziłam czas, to nie sprawiła mi ona aż tyle radości, co czytanie kontynuacji losów Witolda Mossakowskiego oraz pozostałych mieszkańców tej niezwykłej miejscowości. W "Dolinie mgieł i róż" odczuwa się bowiem dojrzałość, jaką osiągnęła Autorka podczas pisania tej powieści.

Myślę, że "Magiczne miejsce" oraz "Dolinę mgieł i róż" można czytać oddzielnie, jednak by mieć lepszą orientację w historii stworzonej przez Agnieszkę Krawczyk lepiej jest przeczytać je obie, jedną po drugiej.