Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 lipca 2014

Magdalena Kulus - "Nie tylko o łajdakach"


Nastka, zmęczona miejskim zgiełkiem, postanawia przeprowadzić się na wieś, po to, by w Maszkarce, letnim domu jej rodziców w spokoju napisać pracę magisterską. Tak naprawdę jest to dla niej jedynie pretekst do ucieczki przed nadopiekuńczymi rodzicami, a także obiektem źle ulokowanych uczuć, czyli Olkiem.

Anastazja nie wie jeszcze, jak decyzja o zamieszkaniu w małej wsi pod Częstochową wpłynie na jej postrzeganie rzeczywistości, jak bardzo przewartościuje jej dotychczasowe priorytety.

Przeczytałam już wiele książek traktujących o przeprowadzce na wieś, która staje się impulsem do zmian. Myślę, że właśnie "Nie tylko o łajdakach" wyróżnia się na tle innych tego rodzaju pozycji wydawniczych, a to za sprawą niebywałej lekkości pióra, którą została obdarzona Autorka. O wyjątkowości tej powieści decyduje również wrażliwość Magdaleny Kulus, dzięki której z ogromną delikatnością i prostotą opisuje ona wszystkie odcienie ludzkiej egzystencji, oraz galeria barwnych postaci przewijających się przez karty książki.

Książka Pani Kulus przepełniona jest słońcem, wonią skoszonej trawy, szczekaniem psów, delikatnymi dźwiękami skrzypiec i serdecznością bliskich ludzi, choć nie brakuje w niej również - jak to w prawdziwym życiu - spraw bolesnych i ostatecznych. Nie ma w niej ani spektakularnych zwrotów akcji, ani zaskakującej fabuły, a mimo to jest to jedna z takich lektur, która pozostaje w sercu na długo. W moim pozostała. Czasami miałam wrażenie, że Nastka i wszyscy otaczający ją ludzie istnieją w rzeczywistości, tak bardzo byli realistyczni.

Polecam lekturę bloga Pani Magdy po to, by lepiej ją poznać i by zrozumieć to, co początkowo może wydawać się niezrozumiałe...

czwartek, 21 czerwca 2012

"Dworek pod Lipami" Anny J. Szepielak


"Dworek pod Lipami" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Anny J. Szepielak. W powieści poznajemy historię Gabrieli, autorki cyklu dobrze sprzedających się książek o weterynarz Julii, a prywatnie żony właściciela małej szkółki jeździeckiej, Marka, oraz macochy jego dwójki prawie dorosłych dzieci.

Gabriela jest nieco sfrustrowana etykietką, jaka przylgnęła do niej po napisaniu powieści o młodej pani weterynarz. Marzy jej się napisanie czegoś ambitnego, zupełnie innego niż dotychczas. Na dodatek w jej zawartym zaledwie przed kilkoma miesiącami małżeństwie nic nie dzieje się tak, jakby życzyła sobie tego główna bohaterka powieści pani Szepielak. Po głośnej kłótni z mężem Gabriela Strzelecka postanawia więc przystać na propozycję swej przyjaciółki Maryli, by zaopiekować się jej domem.

Cichy dom na wsi, który zamieszkują jedynie kot, pies oraz kanarek, staje się doskonałym miejscem do tworzenia powieści rodem z dziewiętnastego wieku. Losy żyjącej w dziewiętnastym stuleciu Celiny i ścieżki żyjącej współcześnie Gabrieli w przedziwny sposób zaczynają się splatać.

Akcja książki prowadzona jest dwutorowo. Czytelnicy mogą być świadkami tego, jak powstają zalążki historii o dziewiętnastowiecznej Celinie. Przeplatają się one ze zwyczajnym, codziennym, wcale niesielankowym życiem, jakie przez krótki czas wiedzie Gabriela, opiekując się domem przyjaciół.
Początkowo książkę czytało mi się bardzo ciężko. Nie wiem, czym było to spowodowane, czy może zbyt wolno toczącą się akcją powieści, czy też nieco archaicznym językiem, który został wprowadzony dla potrzeb fragmentów powieści o Celinie, czy może tym, że spodziewałam się czegoś odmiennego, niż przeczytałam. Prawdopodobnie złożyły się na to trzy powyższe powody. Momentami książka bardzo mnie nużyła, jednak po lekturze całości książki mam pozytywne wrażenia.

*

Być może od jutra przez najbliższe dwa tygodnie, a może i dłużej, nie będę obecna w blogowym i internetowym świecie. Mam nadzieję nieco odpocząć od codziennych trosk, kłopotów i większości zajęć. Jeżeli będę mieć łączność ze światem, być może od czasu do czasu będę pojawiać się w wirtualnym świecie, jednak nie obiecuję. 

Mam nadzieję, że kiedy tu wrócę, spotkamy się wszyscy w dobrym zdrowiu.

Pozdrawiam wszystkich

niedziela, 20 maja 2012

"Szczęście pachnie bzem"...


"Szczęście pachnie bzem" to kontynuacja losów głównych bohaterów, których czytelnicy mieli okazję poznać w książce pod tytułem "Aleja Bzów".

Bohaterką obu powieści jest Izabela Wieniawska, młoda, atrakcyjna dziennikarka, pracująca w "Oko", piśmie traktującym o kulturze. Przypadek sprawia, że w uporządkowane, jednak nieco puste życie młodej kobiety najpierw wkrada się pies, którego potrąciła, wracając nocą od babci, a wraz z nim przystojny, tajemniczy Wiktor, a jakiś czas potem Monika, matka samotnie wychowująca chorą na serce kilkunastomiesięczną córeczkę Oliwię.

Mimo iż światy tych dwóch kobiet są bardzo od siebie odległe, szybko znajdują one wspólny język. Ich szczególna relacja niedługo potem przeradza się w prawdziwą przyjaźń. Tak pokrótce można by streścić "Aleję Bzów".

Zapoznając się z powieścią "Szczęście pachnie bzem" możemy dowiedzieć się, jak potoczyły się dalsze losy Izabeli, jej babci, Wiktora, Moniki i Oliwki. Choć tytuł sugeruje sielankową historię, ta wcale taka nie jest. Pochłonięta własnym życiem Izabela, na które składa się między innymi remont nowego mieszkania, wprowadzanie na rynek nowego tytułu prasowego, z założenia będącego konkurencją dla prestiżowego "Oko" oraz jej związek z Wiktorem, po raz kolejny będzie musiała je przeorganizować. Stanie się tak z tego względu, że los najczęściej nie patrzy na ludzkie plany i marzenia, brutalnie je niwecząc.

"Szczęście pachnie bzem" to dla mnie przede wszystkim opowieść o sile przyjaźni. O tym, że mimo tego, iż trwała krótko, stanowiła relację jak najbardziej wartościową, ponieważ najistotniejsze w przyjaźni jest to, by być obok, gdy ważna dla nas osoba nas potrzebuje.

Moim zdaniem Autorka wplotła między wiersze powieści problemy ważne z punktu widzenia społecznego. Taki problem to nie tylko dylemat wiążący się z kwestią adopcji osieroconego dziecka, lecz także i to, że obowiązki rodziców chrzestnych nie polegają jedynie na przesyłaniu dziecku prezentów urodzinowych. Jest to bowiem trwanie przy chrzestnym synu lub córce w chwilach, gdy oni tego najbardziej potrzebują. Ale jak wiele chrzestnych matek, chrzestnych rodziców w ogóle, znalazłoby w sobie tyle odwagi, by postąpić równie szlachetnie, tak jak to uczyniła Izabela?

"Szczęście pachnie bzem" to dobrze skonstruowana i napisana powieść obyczajowa. Nie jest to romans, lecz historia ukazująca relacje międzyludzkie, ich codzienność, przeplataną radościami i smutkami. Dzięki niej na nowo można zatęsknić za wiejską ciszą, w której charakterystycznymi dźwiękami są cykanie świerszczy i kumkanie żab, a gestami przytulenie przez osiemdziesięcioletnią babcię, która na obiad przygotowuje ukochanej wnuczce rosół z kury i racuszki z jabłkami.

sobota, 5 maja 2012

"Bilbord" Joanny D. Bujak




"Bilbord', to druga po "Spadku" powieść Joanny D. Bujak, jaką miałam okazję przeczytać.
Akcja powieści rozgrywa się w dużej mierze w Kazimierzu Dolnym. Rozpoczyna się ona w momencie, gdy Krzysztof Pasłęcki, właściciel dobrze prosperującej kwiaciarni, dowiaduje się od swego długoletniego przyjaciela Feliksa Pokornego o tym, iż jego ojciec uciekł z więzienia.

Niemal w tym samym czasie w różnych regionach Polski dochodzi do serii wyjątkowo brutalnych morderstw. Ich ofiarami padają kobiety w różnym wieku i o różnej pozycji społecznej. Co łączy zamordowane denatki z Krzysztofem Pasłęckim i jego koszmarnymi snami, po których na jego ciele pojawiają się liczne obrażenia? A przede wszystkim, gdzie czai się morderca? Daleko czy blisko?
"Bilbord" zaliczyć można do gatunku kryminałów, a nawet thillerów. To bardzo "mocna" powieść. Momentami wydawała mi się nawet zbyt sugestywna. Według mnie zbyt dosłownie opisywane w niej były sceny dokonywanych zabójstw. Były one godne realnego seryjnego zabójcy.

Książkę, mimo iż była dość pokaźnych rozmiarów, czytało się w miarę przyjemnie. Mimo jej zbytniej "dosłowności" bardzo mnie interesowało to, kto jest tym seryjnym mordercą, z jakich powodów zabija, i według jakiego klucza dobiera swoje ofiary. Rozwiązanie zaproponowane przez Autorkę zaskoczyło mnie, ponieważ nie spodziewałam się, że mordercą jest ta, a nie inna osoba.
Polecam przede wszystkim miłośnikom mocnych wrażeń i wielbicielom dobrych kryminałów.
Teraz czas poczytać coś zdecydowanie lżejszego - i dosłownie i w przenośni.

piątek, 27 kwietnia 2012

Mężczyzna po przejściach, kobieta z przeszłością, czyli "Czarownica" mnie zaczarowała


"Czarownica" to moje drugie spotkanie z twórczością Anny Klejzerowicz, pisarki związanej z Trójmiastem. Pierwsze dotyczyło zapoznania się z treścią kryminału pod tytułem "Cień gejszy". Po jego przeczytaniu wiedziałam, że gdy tylko ukaże się jakaś kolejna ciekawa powieść autorstwa Pani Klejzerowicz, to z chęcią po nią sięgnę.
W "Czarownicy" czytelnik ma okazję zaznajomić się z życiem Michała, czterdziestokilkuleniego rozwodnika, który za namową przyjaciół postanawia przenieść się na wieś. W miejscowości, której nazwa nie została określona, Michał poznaje tajemniczą kobietę. Z miejsca nadaje jej miano Czarownicy, gdyż kobieta ma rude włosy i jakąś magnetyzującą siłę w sobie, z pomocą której przyciąga do siebie mężczyznę. Losy tych dwojga splatają się z losami Małgosi, kilkuletniej dziewczynki, która przeżyła już więcej, niż niejeden dorosły człowiek.
Jak potoczy się ta historia? Dlaczego Małgosia nie mówi i z jakiego powodu Michał ochrzcił ją Dzieckiem Lasu? Jaki smutek przygnał na wieś rudowłosą Adę? Odpowiedzi na te pytania otrzymacie po przeczytaniu "Czarownicy". Powieść tę polecam Wam tym bardziej, że jest ona zupełnie inna od kryminału "Cień gejszy", o którym wspomniałam kilka linijek wyżej. "Czarownica" jest bowiem książką, z jakiej przebija miłość do ludzi i naszych "braci mniejszych".
Być może niektórzy stwierdzą, że jest to historia, jakich napisano już wiele. A jednak to właśnie ona, a nie książki reklamowane jako superbestsellery pozwoliła mi na trzy wieczory przenieść się w całkiem inny świat, pozwalając z dziecięcą naiwnością uwierzyć na nowo, że dobrzy ludzie pojawiają się na drodze naszego życia w chwili, gdy najbardziej tego potrzebujemy.

*

Opowiem Wam jeszcze, co przydarzyło mi się dzisiaj na ulicy. Kiedy spoglądałam na wystawę z ubrankami dla maleńkich dzieci, z przeciwnej strony podeszła jakaś Pani, żeby wejść do tego samego sklepu. Kiedy się do niej odwróciłam, powiedziała do mnie, że mam anielską twarz. Zaczęła mówić też, jaka śliczna i urocza ze mnie dziewczynka. Kiedy powiedziałam, że jestem już kobietą i przyznałam się do swojego wieku, ta kobieta rzekła, że wyglądam tak, jakbym miała piętnaście lat. Na koniec życzyła mnie i mojej Mamie wszystkiego dobrego.
Wypowiedziane przez tę kobietę słowa były według mnie niezwykle miłe. Mówiono mi już, że jestem ładna, że z moją urodą powinnam opędzać się od mężczyzn, ale, tego, że wyglądam jak anioł, jeszcze nikt mi nigdy  nie powiedział. Chociaż, że nim jestem, to zdążyłam usłyszeć całkiem niedawno od A.

*

Bardzo bym też chciała podziękować Dorocie za komentarz pozostawiony pod postem o 1 % podatku. Zauważyłam go dopiero dziś. DZIĘKUJĘ.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Poduszka w różowe słonie


"Poduszka w różowe słonie" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Joanny M. Chmielewskiej. Możemy w niej poznać historię trzydziestoletniej Hanki, w życiu której nie ma miejsca na dziecko. A jednak pewnego dnia Hanka przyjmuje pod swój dach pięcioletnią córeczkę swej przyjaciółki, Anię, chcąc w ten sposób dotrzymać obietnicy, którą dały sobie z Ewą jeszcze w wieku nastoletnim.
Przybycie Ani zmienia o sto osiemdziesiąt stopni pozornie ustabilizowane i uporządkowane życie głównej bohaterki. Hanka musi bowiem nauczyć się żyć pod jednym dachem z drugim człowiekiem. I to człowiekiem tak wyjątkowym, jakim jest małe dziecko.
Opieka nad pięcioletnią, tęskniącą za matką dziewczynką nie jest dla kobiety zadaniem łatwym. Do tego Hanka musi ujarzmić lęki, sięgające czasów jej dzieciństwa. Poprzez "otorbiony ból", który Hanka w sobie nosi, nie może ani normalnie żyć, ani zbudować prawidłowych relacji z mężczyznami.
Czy w pokonaniu lęku przed "dzikim zwierzątkiem" zamkniętym w czarnym foliowym worku opasanym białą kokardą pomoże jej tajemniczy Łukasz? Jakie relacje uda się Hance zbudować ze zrozpaczoną Anią? Dlaczego jedną z najważniejszych miłości w życiu Łukasza jest czekolada? Tego wszystkiego dowiecie się po przeczytaniu "Poduszki w różowe słonie".
Nie jest to jednak lektura z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych, choć mógłby na to wskazywać słodko brzmiący tytuł. Między wierszami ukrywa bowiem prawdę o tym, jak wiele w życiu dziecka zależy od nas, dorosłych. Jak łatwo jest stracić to, co dziecko ma w sobie najcenniejszego - niewinność, i jak trudno jest potem odzyskać władzę nad własnym życiem. Treść "Poduszki w różowe słonie" zostaje w umyśle czytelnika na dłużej, niż przysłowiowy jeden dzień. Jest to książka z gatunku tych, które zapadają w pamięć.
Przede mną jeszcze lektura "Sukienki z mgieł", niejako kontynuacji "Poduszki..."
A "Poduszkę w różowe słonie" serdecznie polecam!