poniedziałek, 22 kwietnia 2013
I. Chodorek, P. Chodorek, A. Trojanowska - Nieczynne do odwołania
Bardzo lubię książki o zwierzętach, więc z dużą chęcią sięgnęłam po tytuł "Nieczynne do odwołania". Ukazuje on historię dwudziestokilkuletniego Wojtka, który po tragicznej śmierci rodziców musi przeorganizować swoje życie i zmienić tym samym plany na przyszłość.
Młody chłopak po kilku miesiącach pogrążania się w rozpaczy niechętnie przejmuje lecznicę po rodzicach. Pracę w przychodni weterynaryjnej musi pogodzić z opieką nad młodszym bratem Mikołajem, który za kilka miesięcy będzie zdawał maturę.
Wojtek zmaga się z klientami lecznicy, dodatkowych trosk dostarcza mu brak doświadczenia w zawodzie weterynarza oraz problemy z młodszym bratem. Choć na co dzień obaj chłopcy muszą sami sobie radzić z życiem, mogą liczyć zarówno na wsparcie babci Iny, jak i "wujcia Serpensa", dawnego przyjaciela ich rodziców, którzy podobnie jak Serpens, również byli lekarzami weterynarii.
Istotnym tłem dla treści książki są przypadki, z którymi styka się Wojtek, pracując jako "lekarz od zwierząt", są one wplecione w nią w niezwykle naturalny sposób. Dzięki nim powieść sporo zyskuje na autentyczności i świadczy o tym, że jej autorami naprawdę są weterynarze.
Równie ważny dla powieści "Nieczynne do odwołania" jest także wątek tajemniczej książki, przywiezionej przez przodków babci Iny z Hiszpanii. W "Silva rerum" znajdują się rysunki różnych zwierząt, na poszukiwania których udali się rodzice Wojtka i Mikołaja.
Rysunki te w nieco dziwny sposób wpływają na życie obu chłopców, lecz tak naprawdę nie wiadomo, dlaczego tak się dzieje. Nie jest też wyjaśnione, w jakich okolicznościach książka "Silva rerum" znalazła się w posiadaniu przodków babci Inez, mam więc nadzieję, że za jakiś czas powstanie druga część powieści, w której wyjaśnione zostaną wszystkie niezamknięte wątki i nierozwikłane tajemnice.
Język powieści jest lekki i prosty w odbiorze, dzięki czemu szybko się ją czyta. Początkowo książka mnie trochę nużyła, jednak w miarę upływu czasu to odczucie mijało, a jej lektura stawała się dla mnie coraz większą przyjemnością.
"Nieczynne do odwołania" to lektura przedstawiająca życie z jego blaskami i cieniami, przepełniona miłością i oddaniem wobec naszych "braci mniejszych". Szczególnie zachwyci właśnie tych, którzy nie wyobrażają sobie codzienności bez szczekania psa bądź mruczenia kota, jednakże i dla innych obcowanie z nią może stać się wyjątkowym przeżyciem.
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Ostatnia prosta - kolejne przypomnienie
Jeżeli ktoś z Was mógłby mi pomóc przekazując 1% podatku na moje leczenie, będę niezmiernie wdzięczna.
Aby przekazać 1% podatku dochodowego za 2012 rok na moje leczenie, w formularzu PIT należy wpisać następujące dane:
1. numer KRS Fundacji "Słoneczko": 0000186434
2. kwotę wynikającą z wyliczenia 1% podatku
3. w rubryce PIT "Cel szczegółowy 1%" znajdującej się bezpośrednio pod wnioskiem o przekazanie 1% podatku n a l e ż n e g o, należy wpisać "na leczenie Karoliny Laube 51/L" oraz zaznaczyć kwadrat w pozycji "wyrażam zgodę".
Aby przekazać 1% podatku dochodowego za 2012 rok na moje leczenie, w formularzu PIT należy wpisać następujące dane:
1. numer KRS Fundacji "Słoneczko": 0000186434
2. kwotę wynikającą z wyliczenia 1% podatku
3. w rubryce PIT "Cel szczegółowy 1%" znajdującej się bezpośrednio pod wnioskiem o przekazanie 1% podatku n a l e ż n e g o, należy wpisać "na leczenie Karoliny Laube 51/L" oraz zaznaczyć kwadrat w pozycji "wyrażam zgodę".
Z góry dziękuję Wam za pomoc.
piątek, 12 kwietnia 2013
"Sklepik z Niespodzianką. Lidka" , czyli ostatnia wizyta w nadmorskiej Pogodnej
Leżąca między Śmiechowem a Kołobrzegiem Pogodna powinna stanowić oazę szczęścia i spokoju dla mieszkających w niej ludzi. Niestety na Bogusię, Adelę, Lidię i Konstancję, główne bohaterki powieści znane czytelnikom z dwóch poprzednich części "Sklepiku z Niespodzianką" spada mnóstwo problemów. Jedynie Stasia, dobra dusza miasteczka, wydaje się być oazą spokoju, choć i jej los nie oszczędza.
Choć na pierwszy plan trzeciego tomu serii o życiu Pogodzianek wysuwa się historia Lidki, młodej pani weterynarz, bezskutecznie starającej się o upragnione maleństwo, to i epizodów dotyczących losów pozostałych przyjaciółek w nim nie brakuje.
Bogusia usiłuje posklejać swoje życie po rozstaniu z Wiktorem, przekonuje się też, że nawet w uroczej Pogodnej nie brakuje zawistników, Adela próbuje sprostać obowiązkom żony i matki, co wcale nie przychodzi jej łatwo, Konstancja zmaga się z depresją poporodową, Lidia zaś z mężem tyranem i obsesyjną tęsknotą za dzieckiem. Stasia trwa przy czterech przyjaciółkach niczym dobry duch, pociesza je, wysłuchuje zwierzeń o ich troskach i kłopotach, o własnych nie wspominając nic.
Obsesyjne pragnienie dziecka ma u Lidki podłoże w jej nieszczęśliwym dzieciństwie i bardzo trudnych relacjach z matką. Kobieta ta chce być dla swego nienarodzonego dziecka kochającą matką, matką niemal doskonałą, czyli taką jakiej sama nigdy nie miała i nigdy już mieć nie będzie.
Trudne wydarzenia w życiu bohaterek ostatniego tomu "Sklepiku z Niespodzianką" nie pozostaną bez wpływu na ich nieskazitelną dotąd przyjaźń, która zostanie wystawiona na ciężką próbę.
Jak potoczą się dalsze losy pięciu kobiet? Czy poradzą sobie z trapiącymi je problemami? Odpowiedzi na postawione przeze mnie pytania dostarczy Wam lektura książki.
"Sklepik z Niespodzianką" należy do moich ulubionych serii autorstwa Katarzyny Michalak. To historia o takim zwyczajnym - niezwyczajnym życiu z odrobiną radości, śmiechu, goryczy i łez, z jego blaskami i cieniami.
Zdecydowana większość wydarzeń rozgrywa się w pachnącej morską bryzą Pogodnej, jednak do tej uroczej miejscowości docierają także echa wydarzeń z szarpanej wojną, głodem i bestialstwem Somalii. Afrykańska Somalia i to, co się w niej dzieje, otwiera oczy na to, iż nasze troski i kłopoty są niemal nic nieznaczące w obliczu problemów, z którymi na co dzień zmagają się Somalijczycy.
Najnowszej powieści Katarzyny Michalak nie czyta się, a wręcz połyka. Lekki styl sprawia, że przez książkę się płynie, wtapiając się w losy bohaterów, z którymi trudno się rozstać, jednak czasami właśnie to trzeba uczynić, by mogli być szczęśliwi.
Powieść polecam miłośnikom powieści obyczajowych oraz wielbicielkom twórczości Katarzyny Michalak.
niedziela, 7 kwietnia 2013
Kroniki Archeo. Zagadka Diamentowej Doliny
W piątej części "Kronik Archeo" Ania i Bartek Ostrowscy wraz z mamą Beatą postanowili spędzić ferie zimowe na Tasmanii. Na wyspę tę przybywają na zaproszenie Barbary Lawson, ich ciotki.
Barbara Lawson, wykonując zawód dziennikarki, tropiła różne afery. Tym razem przyciągnęły ją informacje o dużej ilości złota, jaką pewien mieszkaniec Australii znalazł na pustyni. Informacje te okazały się jednak niesprawdzone, ale przypadek powiódł kobietę ku pogłoskom o Diamentowej Dolinie. Jak zwykle żądni przygód Ania i Bartek, powzięli zamiar sprawdzenia, co się za nimi kryje. W śledztwo zaangażowali swych angielskich przyjaciół: Mary Jane, Jima i Martina Gardnerów.
Dokąd głównych bohaterów "Diamentowej Doliny" powiedzie zew przygody?
Kolejny tom "Kronik Archeo" przypadł mi do gustu, podobnie jak poprzednie, mimo iż był nieco przewidywalny. Interesującej treści jak zwykle towarzyszyły piękne ilustracje autorstwa Jacka Pasternaka, a także liczne ciekawostki, tym razem dotyczące kultury, fauny i flory australijskiego kontynentu.
Książka ta znajdzie uznanie zarówno wśród miłośników przygód, jak i zagadek z przeszłości.
Polecam! :-)
wtorek, 2 kwietnia 2013
Witam Was...
... po świętach Wielkiej Nocy. Jak zwykle minęły jak z bicza strzelił.
W świąteczne dni było u mnie gwarno i wesoło, czyli tak, jak być powinno, mimo zimowej aury panującej za oknem. Na ten czas zmartwychwstania postanowiłam odciąć się choć częściowo od Internetu, telewizji oraz radia (choć audycji radiowych bardzo lubię słuchać, szczególnie tych w I programie), z których co i rusz dobiegały mnie, i wciąż dobiegają, niepokojące wieści.
Te wyjątkowe chwile, zdarzające się jedynie raz do roku postanowiłam spędzić w towarzystwie tych, których kocham, i którzy są szczególnie bliscy mojemu sercu.
Dziś już wróciłam do codziennych zajęć, między innymi do intensywnej rehabilitacji. Mimo tej znajomej codzienności dzisiejszy dzień taki zwyczajny jednak nie był, ale o tym sza. ;-) (Chociaż niektórzy wiedzą, o co chodzi).
Sporo osób pyta mnie w mailach o to, jak ma się sprawa z ortezami. Planowałam, że za jakiś czas zamieszczę na blogu zdjęcie nowych ortez i jeszcze raz Wam za nie podziękuję. Chcąc jednak Was uspokoić, tudzież zaspokoić Waszą ciekawość, spieszę donieść, że w dniu dzisiejszym telefonowałam do firmy Vigo Ortho Polska z pytaniem, kiedy będzie ich pierwsza przymiarka. Pani poinformowała mnie, że jeszcze nie otrzymała informacji od techników, jednak gdy tylko taką informację uzyska, od razu do mnie zadzwoni.
Ja trzymam rękę na pulsie i sama będę telefonować do Vigo Ortho, bo rzecz w tym, że należy dotrzymać określonych terminów, wiecie, biurokracja. Mam nadzieję, że wszystko będzie nadal toczyć się po mojej myśli.
Zdecydowałam się na ortezy wykonane z plastiku, gdyż środki na moim subkoncie fundacyjnym pozwoliły mi na pokrycie kosztów produkcji tej właśnie wersji.
Jeszcze raz dziękuję Wam za wszelką pomoc i za to, że przy mnie jesteście.
Jak Wam się podoba nowa oprawa graficzna bloga? Muszę przyznać, że mnie bardzo: tu kieruję ukłony w stronę mojej Przyjaciółki Karoliny, gdyż to ona pomogła mi zrealizować zamysł o nowej szacie graficznej.
Na część Waszych listów elektronicznych odpowiem jutro, ponieważ dziś jestem już mocno zmęczona.
Pozdrawiam Was kwietniowo, choć zimowo.
W świąteczne dni było u mnie gwarno i wesoło, czyli tak, jak być powinno, mimo zimowej aury panującej za oknem. Na ten czas zmartwychwstania postanowiłam odciąć się choć częściowo od Internetu, telewizji oraz radia (choć audycji radiowych bardzo lubię słuchać, szczególnie tych w I programie), z których co i rusz dobiegały mnie, i wciąż dobiegają, niepokojące wieści.
Te wyjątkowe chwile, zdarzające się jedynie raz do roku postanowiłam spędzić w towarzystwie tych, których kocham, i którzy są szczególnie bliscy mojemu sercu.
Dziś już wróciłam do codziennych zajęć, między innymi do intensywnej rehabilitacji. Mimo tej znajomej codzienności dzisiejszy dzień taki zwyczajny jednak nie był, ale o tym sza. ;-) (Chociaż niektórzy wiedzą, o co chodzi).
Sporo osób pyta mnie w mailach o to, jak ma się sprawa z ortezami. Planowałam, że za jakiś czas zamieszczę na blogu zdjęcie nowych ortez i jeszcze raz Wam za nie podziękuję. Chcąc jednak Was uspokoić, tudzież zaspokoić Waszą ciekawość, spieszę donieść, że w dniu dzisiejszym telefonowałam do firmy Vigo Ortho Polska z pytaniem, kiedy będzie ich pierwsza przymiarka. Pani poinformowała mnie, że jeszcze nie otrzymała informacji od techników, jednak gdy tylko taką informację uzyska, od razu do mnie zadzwoni.
Ja trzymam rękę na pulsie i sama będę telefonować do Vigo Ortho, bo rzecz w tym, że należy dotrzymać określonych terminów, wiecie, biurokracja. Mam nadzieję, że wszystko będzie nadal toczyć się po mojej myśli.
Zdecydowałam się na ortezy wykonane z plastiku, gdyż środki na moim subkoncie fundacyjnym pozwoliły mi na pokrycie kosztów produkcji tej właśnie wersji.
Jeszcze raz dziękuję Wam za wszelką pomoc i za to, że przy mnie jesteście.
Jak Wam się podoba nowa oprawa graficzna bloga? Muszę przyznać, że mnie bardzo: tu kieruję ukłony w stronę mojej Przyjaciółki Karoliny, gdyż to ona pomogła mi zrealizować zamysł o nowej szacie graficznej.
Na część Waszych listów elektronicznych odpowiem jutro, ponieważ dziś jestem już mocno zmęczona.
Pozdrawiam Was kwietniowo, choć zimowo.
piątek, 29 marca 2013
Chciałabym Wam życzyć, drodzy Przyjaciele,...
... wesołych Świąt Wielkiej Nocy. Niech przyniosą Wam radość, szczęście i odpoczynek od codziennych trosk. Spędźcie je z tymi, których kochacie.
Niech w spędzanych wspólnie chwilach nie zabraknie obok Was zmartwychwstałego Jezusa, który przypomina, że w świętach tych jedną z najistotniejszych rzeczy jest obecność przy drugim człowieku oraz świadomość, że istnieje coś jeszcze niż tylko dobra związane z doczesnością.
poniedziałek, 25 marca 2013
Kolejna prośba o 1% podatku za 2012 rok
Być może ktoś z Was nie rozliczył się jeszcze z fiskusem i nie wie komu przekazać swój 1% podatku, dlatego będę bardzo wdzięczna, jeżeli ktoś z Was przekaże go właśnie mnie.
Wpłaty z 1% pozwalają mi na zapewnienie prywatnej rehabilitacji oraz zakup niezbędnego sprzętu ortopedycznego, które stanowią dla mnie istotną pomoc w walce o samodzielną przyszłość..
Aby przekazać 1% podatku dochodowego za 2012 rok na moje leczenie, w formularzu PIT należy wpisać następujące dane:
1. numer KRS Fundacji "Słoneczko": 0000186434
2. kwotę wynikającą z wyliczenia 1% podatku
3. w rubryce PIT "Cel szczegółowy 1%" znajdującej się bezpośrednio pod wnioskiem o przekazanie 1% podatku n a l e ż n e g o, należy wpisać "na leczenie Karoliny Laube 51/L" oraz zaznaczyć kwadrat w pozycji "wyrażam zgodę".
Ulotka po kliknięciu w nią, powiększa się.
Wpłaty z 1% pozwalają mi na zapewnienie prywatnej rehabilitacji oraz zakup niezbędnego sprzętu ortopedycznego, które stanowią dla mnie istotną pomoc w walce o samodzielną przyszłość..
Aby przekazać 1% podatku dochodowego za 2012 rok na moje leczenie, w formularzu PIT należy wpisać następujące dane:
1. numer KRS Fundacji "Słoneczko": 0000186434
2. kwotę wynikającą z wyliczenia 1% podatku
3. w rubryce PIT "Cel szczegółowy 1%" znajdującej się bezpośrednio pod wnioskiem o przekazanie 1% podatku n a l e ż n e g o, należy wpisać "na leczenie Karoliny Laube 51/L" oraz zaznaczyć kwadrat w pozycji "wyrażam zgodę".
Ulotka po kliknięciu w nią, powiększa się.
Za wszelką dotychczasową pomoc z całego serca Wam dziękuję!
Ja wiem, że dobro powraca...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)

