piątek, 18 października 2013

Moje życiowe debiuty :-)

Ostatnio przypadły mi w udziale dwie role. Udzielałam wywiadu i sama wywiad przeprowadzałam.

Na moje pytania zgodziła się odpowiedzieć jedna z moich ulubionych pisarek, autorka poczytnych książek, Pani Katarzyna Michalak, której bloga bardzo lubię odwiedzać.


1. Pokochałam Pani książki między innymi za to, że pisze Pani o Domu, który jest w nas, trzeba go tylko odnaleźć. Jako dorosła kobieta ma Pani swoją Poziomkę, ukrytą w środku lasu, gdzieś na mazowieckiej wsi. A jaki był Pani dom rodzinny, ten z czasów dziecięcych?

Wychowałam się na warszawskiej Pradze, jej największym blokowisku – Bródnie, w szesnastopiętrowym bloku. Przyznam, że gdy teraz to piszę, to mam dreszcze, bo dziś bym w tym miejscu nie wytrzymała, ale wtedy, ponad dwadzieścia lat temu… nie było tam tak źle! Mieliśmy podwórko z trzepakiem, opuszczone ogródki działkowe… Mnóstwo dzieciarni siedziało od świtu do zmroku na dworze, a nie przed komputerami… Naprawdę miło wspominam to miejsce i tamte czasy, co nie znaczy, że chciałabym, by wróciły. Teraz mieszkam w takim maleńkim raju na Ziemi i jest mi dobrze. Mam nadzieję, że moim synom, którzy nie znają przysłowiowego trzepaka, również.

2. Przez karty Pani powieści przebija miłość do zwierząt, i to zarówno tych egzotycznych, jak i domowych. Ja pamiętam, że pierwszym zwierzęciem domowym, które było tylko moje, była... kura. Miałam wtedy chyba ze trzy-cztery latka. A czy Pani pamięta swoje pierwsze zwierzątko?

Moim pierwszym zwierzakiem był wybłagany u rodziców chomik Skwarka (dlaczego akurat takie imię? - nie mam pojęcia), ale chyba najbardziej mi i mojej rodzinie utkwił w pamięci kurczak, Wokuś, którego… hmm… trzeba nazwać to po imieniu w y s i e d z i a ł a m u siebie w pokoju, na piątym piętrze tegoż bloku. Sama skonstruowałam miniinkubator, kupiłam zalężone jajka i „wysiadywałam” je dotąd, aż pewnego dnia z jednego wylęgło się maleńkie kurczątko. U mnie na biurku się wylęgało. Była to absolutnie magiczna chwila, Wokuś stał się oczkiem w głowie całej rodziny, chodził za mną krok w krok jak za mamą-kurą i w ogóle pociesznym był zwierzakiem. Skończył tragicznie, niechcący potraktowany łapą przez wielkiego owczarka i było to dla mnie strasznie smutne przeżycie. Mimo iż byłam wtedy licealistką, bardzo rozpaczałam…

3. Wiem, że kiedyś pracowała Pani w ogrodzie zoologicznym jako lekarz weterynarii. Co było dla Pani w tej pracy najtrudniejsze?

Praca lekarza w zoo, gdzie musi znać anatomię i metody leczenia kilkuset gatunków – ssaków, ptaków, gadów, płazów, ryb i nawet owadów (!) – jest w ogóle arcytrudna, ale chyba najbardziej mnie frustrowało, iż niektórych pacjentów nie mogłam dotknąć, osłuchać, obejrzeć dokładnie – wszystko odbywało się z odległości kilku metrów, przez kraty. Mimo to jakoś dawałam sobie radę, również dzięki lekarskiej intuicji, która podpowiadała mi diagnozy, pamiętam jednak, jak czasem miotałam się pod klatką z jakimś drapieżnikiem, próbując dostrzec cokolwiek, co pomoże mi w leczeniu.

4.  Jest Pani poczytną pisarką, każda książka, która wychodzi spod Pani pióra, bardzo szybko staje się bestsellerem. Ostatnio coraz popularniejsze stają się kursy kreatywnego pisania. Jak Pani sądzi, czy pisać można się nauczyć? Czy może do tego, by zostać poczytnym pisarzem, potrzeba czegoś więcej?

Dziękuję za komplement. Nadal uważam to wszystko za coś… niesamowitego, co przytrafiło się komuś innemu, jakiejś Kejt Em, a nie mnie. Odpowiadając jednak na pytanie: kiedyś myślałam, że aby pisać, potrzebny jest talent, dany nam od Boga i nic właściwie od nas nie zależy – albo ten talent masz, albo nie – ale teraz uważam, że talent talentem, a oprócz niego, by osiągnąć sukces w jakiejkolwiek dziedzinie, potrzebne są pracowitość i determinacja. Pisać każdy może, ale już szlifować w nieskończoność to, co się napisało…? Pracować nad pierwszą, drugą, dziesiątą wersją jednej powieści…? Znieść pierwszą, drugą i dziesiątą odmowę, a mimo to pisać dalej i wysyłać do Wydawców dalej…? To już nie. Lepiej się poddać, stwierdzić, że wszędzie rządzą układy i znajomości, po czym tracić życie na facebooku i całymi dniami hejtować tych, którym „się udało”. Otóż nic samo się nie udaje. Szczęście lubi odważnych i pracowitych. Cała reszta przychodzi z czasem…

5. Pisząc książki, kreuje Pani różne światy. Który z nich stał się Pani najbliższy? Dlaczego?

Moim ulubionym miejscem, do którego uciekałam nie raz, jest Ferrin, który od początku do końca stworzyłam w mojej wyobraźni. Nie musiałam trzymać się żadnych realiów. Pisałam ją dla siebie i tylko dla siebie. Byłam tylko ja i Wielka Gra. Dlatego chyba ta powieść do dziś jest mi tak bliska: moja ucieczka, odskocznia od rzeczywistości, mój azyl... Z drugiej strony Poczekajki, Pogodne, Poziomki, Nadzieje, że nie wspomnę o VillaRosie, czy pewnej willi w Milanówku, spokojnie mogłyby być moim domem, bohaterowie tam żyjący – moimi przyjaciółmi, a ich przeżycia – moimi przeżyciami. Jestem przecież po części każdym z nich…

6. Tak jak Pani książkowe światy są odmienne, tak odmienni są również bohaterowie je zamieszkujący. Jednych da się polubić, innych nie, jedni są dobrzy, inni - wręcz przeciwnie. A jakie cechy ceni Pani najbardziej u ludzi realnych, tych, których spotyka Pani na co dzień?

Moi bohaterowie mają swoje archetypy w normalnych ludziach z krwi i kości, a ludzie nie są przecież czarni albo biali. Mają swoje przywary, wady i zalety, można ich lubić mniej, czy więcej, niektórych kochać, innych nienawidzić, jak w życiu… Ja ze wszystkich ludzkich zalet cenię lojalność: cechę, która sprawia, że przyjaciel nie wbije ci noża w plecy i będzie przy tobie wtedy, gdy wszyscy inni się odwrócą. Drugą absolutnie fantastyczną cechą jest poczucie humoru, które niestety w narodzie powoli zanika. Jesteśmy coraz smutniejsi i bardziej zrezygnowani. Muszę chyba napisać coś wesołego…

7.   Pamiętam, jak bardzo przeżywałam fakt, że mam się z Panią spotkać, bo przecież nie każdego dnia ma się okazję do spotkania z pisarką, której książki lubi się czytać. Proszę mi powiedzieć, czy Pani również ma jakiegoś ulubionego autora, którego chciałaby Pani poznać kiedyś osobiście?

Jestem zupełnie zwyczajną, chyba nierzucającą się w oczy kobietą, nieśmiałą na dodatek, co próbuję ukryć za pozorami pewności siebie. Myślę, że Ty masz więcej wiary w siebie, niż ja. I byłaś odważniejsza podczas spotkania, niż ja byłabym na Twoim miejscu. Wracając do pytania: mam dwóch mistrzów. Jednym z nich jest „rzemieślnik”, jak sam o sobie mówi, czyli Stephen King, człowiek niesamowicie pracowity o niesamowitej wyobraźni. Drugi to geniusz oraz fenomen, którego książka „Cień wiatru” wprawiła mnie w osłupienie, a potem zachwyt, czyli Ruiz Zafon. Naprawdę chciałabym tak pisać… Im również nic nie spadło z nieba, nie „udało się”, wszystko osiągnęli ciężką pracą i determinacją, ale co za talent…!

8.  Jakie są Pani plany na najbliższą przyszłość?

Na to pytanie zawsze odpowiadałam tak samo: napisać scenariusz, by w końcu moja powieść trafiła na ekrany, ale… tym razem odpowiem inaczej – odpocząć. Porządnie odpocząć, wyspać się, nic nie robić. Wyjechać gdzieś choć na parę dni bez Internetu, telefonu i laptopa. Najlepiej do jakiegoś klasztoru, gdzie nie byłoby kącika internetowego. Niestety, stałam się chyba pracoholiczką i gdy gdzieś wyjeżdżam, mając w planach odpoczynek i naładowanie akumulatorów, ładuję, owszem, ale laptop. Do torby. I po dwóch, czy trzech dniach zaczyna mnie „nosić”. Odpoczynek kończy się więc pisaniem ciągu dalszego albo początku nowej powieści. Jestem niereformowalna i w związku z tym coraz bardziej zmęczona. Ale kiedyś zrobię to! Wyjadę do głuszy bez latpopa! Dokonam tego! (Śmiech).

9. Wiem, że marzy Pani między innymi o różanym ogrodzie oraz o tym, by któraś z Pani powieści została zekranizowana. Czy mogłaby Pani zdradzić, jakie jeszcze ma Pani marzenia?

Zalążek różanego ogrodu już posiadam, bo ja nie ograniczam się do marzeń, tylko gdy jakieś mam, od razu zaczynam działać. Gdy tylko skończyłam remont domu, ogrodziłam kawałek działki, sprowadziłam ponad dwadzieścia odmian pachnących róż i zabrałam się do ich hodowli – a nie jest to takie proste – teraz muszę zamówić te, które mnie oczarowały (przepiękna Erotika, Aquarell, czy zjawiskowa Lady Emma Hamilton) i nadal koło nich skakać, aż… no nie wiem, na czym się to skończy. Na plantacji? (śmiech). Ekranizacja którejś z powieści to plan dalszy. Gdy już wyjadę do tej samotni, zacznę pisać scenariusz. A nie, przecież miałam pojechać bez laptopa… Tak naprawdę, całkiem serio, marzę, by chwila trwała. Jestem teraz bardzo szczęśliwa i nie zmieniłabym niczego w moim życiu. Z marzeniami bowiem nie wolno przesadzać, bo… czasem spełniają się nie tak, jak bym chciała.

Bardzo dziękuję za pytania. Dały mi do myślenia.

Pozdrawiam serdecznie Czytelniczki i Czytelników i życzę wszystkim, by ich marzenia się spełniły, ale dokładnie tak, jak sobie wymarzyli…

*

Jeśli zaś chodzi o udzielanie wywiadu, to odpowiadałam na pytania Natalii, autorki bloga "Śladami książki", która zaprosiła mnie do rozmowy, za co serdecznie dziękuję.

Powiem Wam, że znacznie łatwiej jest odpowiadać na pytania, niż je zadawać...

11 komentarzy:

  1. Zachwytu książkami Pani Michalak nie rozumiem i chyba nie zrozumiem... Ale rzeczywiście, fajnie mieć swoje własne miejsce na Ziemi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. KulturkaMaialis, a ja rozumiem i to bardzo dobrze. Ale o gustach się przecież nie dyskutuje, bo każdy ma swoje preferencje czytelnicze. Nie wszyscy muszą lubić to, co ja.

      Usuń
  2. Rozmarzyłam się. Bardzo miło się czytało. Książki Kasi Michalak przywróciły mi wiarę w marzenia. Dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Karolinko wspaniały wywiad! Dowiedziałam się czegoś nowego o autorce, bo niby wiele już wywiadów czytałam jednak Twój ma w sobie coś innego..:) Bardzo lubię książki K. Michalak, nie powiem jest tam dwie pozycje, które mniej mi się podobały, ale co z tego? I tak fajnie pisze:))

    Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja lubię wszystkie książki Pani Kasi. :-))))))

      Właśnie widzę i czytam, że mój wywiad z Panią Kasią podoba się!!! A ja jestem z tego dumna!

      Również pozdrawiam Cię serdecznie i częściej zapraszam w odwiedziny do mojego wirtualnego zakątka.

      Usuń
  4. Fantastyczny wywiad. Z przyjemnością go przeczytałam. A twórczość Kasi Michalak bardzo lubię i cenię.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cyrysiu, dziękuję za komplement.

      Pozdrawiam Cię równie serdecznie.

      Usuń
    2. Również pozdrawiam i chętnie będę do ciebie zaglądać :-)

      Usuń